Sylwia i Adam Karpiuk (SAK) rodzice Racheli i Sary
SAK:
Przyszliśmy przede wszystkim zobaczyć, jak dzieci zareagują. Czy im się spodoba, czy będą chciały zostać, czy może się rozpłaczą. Mieliśmy różne obawy. Na tym etapie ich życia trudno było przewidzieć, czego możemy się spodziewać. Ale zareagowały naprawdę dobrze — spokojnie. Może nie uczestniczyły bardzo aktywnie, ale szybko zauważyliśmy efekty. Zaczęły powtarzać dźwięki.
Nie było tak, że przyszliśmy na zajęcia muzyczne dla dzieci z nastawieniem „musimy koniecznie zostać za wszelką cenę”, choć po przeczytaniu, czym są te zajęcia, widziałam w nich ogromną wartość dla dzieci na tym etapie rozwoju. Najpierw chcieliśmy po prostu zobaczyć, jak będzie. Pomyśleliśmy: dobrze, dzieci nie płaczą, to już dużo. Dajmy sobie te 12 spotkań i zobaczymy.
Dziewczynki przechodziły różne etapy, miały też momenty kryzysowe, kiedy nie chciały wychodzić z domu — jak to dzieci w tym wieku. Bywało też, że miały opór przed wejściem do sali, bo akurat były na etapie lęku przed innymi dziećmi. Ale mimo to widzieliśmy, że naprawdę te zajęcia lubią, że czerpią z nich korzyści i że sprawiają im radość. To właśnie sprawiło, że chcieliśmy chodzić dalej.
Dziewczynki bardzo lubią też opowiadać w domu o tym, co było na zajęciach. Mówią na przykład: „Dzisiaj był akordeon”, „marakasy”.. Potrafiły nawet tłumaczyć niani różne rzeczy, które zapamiętały — nie tylko z samych zajęć, ale też z filmów dostępnych w grupie. Bardzo lubią o tym opowiadać.
SAK:
Tak, dziewczynki niedługo kończą trzy lata, a zaczęliśmy, gdy miały niespełna półtora roku, więc będzie już około półtora roku.
Smart Kids:
Co sprawiło, że chodzicie dalej? Dlaczego zostaliście?
SAK:
Widzimy po prostu duże efekty i korzyści. Nasze dzieci należą raczej do tych, które na zajęciach siedzą i słuchają, a niekoniecznie wyrywają się do przodu. Ale kiedy tylko wychodzimy z sali, od razu odśpiewują to, co było na zajęciach, powtarzają melodie i widać, że bardzo im się to spodobało.
Nawet jeśli podczas zajęć mogło czasem wyglądać, że nie są szczególnie chętne, to po wyjściu było widać coś zupełnie innego. Często mówiły, że chcą iść do pana Wojtka.
Na początku dostaliśmy też nagrania do puszczania w domu i zalecenie, żeby słuchać ich mniej więcej przez 20 minut. Dziewczynki bardzo polubiły te nagrania. Prosiły, żeby im je włączać. Na początku mówiły tylko „bam bam”, bo tyle potrafiły powiedzieć, więc wołały: „mama, bam bam”. Włączaliśmy i słuchały od początku do końca, często w trakcie zabawy.
Kiedy nagranie się kończyło, mówiły: „O, nie ma”, a potem znowu: „mama, bam bam”. Teraz potrafią już powiedzieć: „Mamo, włącz pana Wojtka”. Chcą dalej słuchać. Bardzo lubią te nagrania z grupy i mają swoje ulubione fragmenty. Czasem proszą konkretnie o piosenkę albo mówią: „Tata, zagraj piosenkę o ukulele”.
Smart Kids:
Czyli z tego dziecięcego „bam bam” przeszły już do coraz bardziej rozwiniętej mowy?
SAK:
Tak. Mieliśmy wcześniej pewne obawy, bo bliźniaki często tworzą na początku swój własny język i bywa, że później zaczynają mówić w sposób zrozumiały dla innych. Trochę się martwiłam, że u nich też tak będzie. Tymczasem bardzo szybko rozwinęła się u nich mowa. Chodzimy regularnie na wizyty lekarskie, bo to wcześniaki, więc jesteśmy pod opieką specjalistów, między innymi neurologów. Wszyscy chwalili, że dziewczynki dobrze mówią. Myślę, że te zajęcia naprawdę im w tym pomogły.
Smart Kids:
Co powiedzielibyście rodzicom, którzy się wahają i zastanawiają: „Właściwie co to są za zajęcia?”
SAK:
Ja bardzo polecam. Czasem, kiedy rozmawiam z młodymi rodzicami, opowiadam im, że chodzimy na takie zajęcia odkąd dziewczynki miały trochę ponad rok. Naprawdę uważam, że to świetne zajęcia muzyczne dla dzieci na początek. Są dobrze dopasowane do potrzeb małych dzieci i ich rodziców.
Zwykle rodzice są zaciekawieni, ale nie do końca wiedzą, czym takie zajęcia są. Kiedy pokazuję im przykłady albo próbki ze strony internetowej, często reagują: „O, to ciekawe”.
Czasem słyszę też: „Moje dziecko ma dopiero 12 miesięcy, czy to nie za wcześnie?”. Wtedy odpowiadam: nie, to właśnie bardzo dobry moment. Sama szukałam zajęć, gdy dziewczynki miały niespełna półtora roku. Zależało mi na czymś spokojnym, bez przebodźcowania, bo są wrażliwe na hałas. Chcieliśmy, żeby miały kontakt z rówieśnikami, ale jednocześnie żeby nie było za głośno, za intensywnie i zbyt chaotycznie.
Widziałam wiele reklam zajęć, gdzie dużo się dzieje, jest mnóstwo kolorów, instrumentów i muzyki w tle. A mnie zależało na czymś spokojniejszym. I właśnie to znalazłam tutaj.
To, co szczególnie cenię i zawsze podkreślam, to fakt, że dziecko wcale nie musi być na tych zajęciach bardzo aktywne czy od razu reagować. Wystarczy, że siedzi i słucha. To i tak do niego dociera. Nasze dziewczynki długo nie reagowały szczególnie na polecenia, bo są dziećmi bardziej wymagającymi, ale mimo to wszystko do nich trafiało i w nich zostawało.
Dlatego jeśli ktoś myśli: „Moje dziecko i tak nie słucha, nic nie robi, nie reaguje”, to naprawdę nie ma znaczenia. Tutaj dzieci mogą po prostu być sobą.
I jeszcze jedna rzecz była dla mnie bardzo ważna: to nie są zajęcia, z których co tydzień wrzuca się do internetu mnóstwo zdjęć dzieci. W wielu miejscach regularnie publikuje się wizerunki dzieci z zajęć, a ja nie lubię udostępniać zdjęć swoich dzieci w internecie. Tutaj nie miałam takich obaw. Te zdjęcia po prostu nie są publikowane i bardzo mi się to podoba.